Jestem już na tyle stary, że pamiętam flaneografy – przyklejane postacie na tle z samoprzyczepnego materiału. Były dwa lub trzy różne tła – jezioro, góry, pustynia, do których trzeba było jakoś dopasować każdą biblijną opowieść.
Byłem przy narodzinach czwórki moich dzieci, zemdlałem tylko raz, kiedy rodziła się nasza druga córa (nie, że była brzydka i że nie był to chłopiec:). Narodziny to cud pod każdym względem, cudem jest matka, dzidziuś i to, że ojciec jest w stanie jakoś to przeżyć!